poniedziałek, 28 stycznia 2013

Doppelpack

Bardzo lubię ubierać się na rockowo, czuję się w tym stylu naturalnie, wygodnie i ogólnie potrafię się identyfikować z całą tą subkulturą, zrzeszającą sobie wciąż na nowo młode pokolenie zwolenników. I to już od kilkudziesięciu lat! Jestem wdzięczna projektantom, że od kilku sezonów niestrudzenie lansują na wybiegach owy styl. Czasami nasz ubiór musi jednak podporządkowywać się pewnym zasadom i ramom. Z pomocą przychodzą wtedy niezawodne DODATKI. Wystarczy parę tricków i całość nabiera od razu innego charakteru. W przypadku rockowej skóry całość wydaje się najczęściej zbyt surowa i poważna, wystarczy więc przemycić odrobinę koloru i voila!

Wychodząc na imprezę lub do pubu ze znajomymi, ubrałabym się pewnie w bardziej stonowanej kolorystyce:






koszula - ny %
spódnica - h&m kids
naszyjnik - cubus
buty - zara

Ubierając się na ciemno warto postawić na pojedynczy element, który przyciągnie uwagę. Dla mnie był to właśnie naszyjnik ala "sopelki lodu" i nude buty, które byłyby przerażająco nudne, gdyby nie ich srebrne paski z tyłu. Jestem z nich szczególnie dumna, bo to moje buty ślubne, szalenie wygodne! Przetańczyłam w nich 2 dni i masę imprez z rzędu! Tak na boku: znajdźcie mi w Opolu zgrabne, niewyzywające i nie kolorowe buty ślubne, to padnę przed wami na kolana!!! To jakiś obłęd!!! Wszędzie te kiczowate "buty komunijne" dla wyrośniętych dziewczynek i oblepione wstążkami, serduszkami itp. kapcie z długim szpicem!!! Już byłam blisko by do mojej romantycznej, koronkowej sukni kupić jakieś zielone 12-cm'trówki ;)
A co do ciemnych ubrań jestem zdania, że "czerń" wcale nie jest łatwym kolorem. Wręcz przeciwnie! Ten kolor wymaga wielkich umiejętności, by stworzyć całość klimatyczną, spójną i NIE NUDNą!!! 
Bo w czerni wcale nie trzeba wyglądać depresyjnie i standardowo :)


By w bardziej publicznych okolicznościach nie wyglądać na smutasa, który nie lubi słońca ;p założyłam kolorowy naszyjnik i krzykliwe szpileczki. Co do butów: sama miałam wątpliwości, czy te "pinky-winky" nie utoną w mojej szafie w zapomnieniu, ale okazuje się, że są mi wręcz niezbędne (już zawsze będę słuchać męża co do butów ;p). Czasami warto postawić na kupno czegoś ekstrawaganckiego (dla mnie te buty takie są, bo od zawsze nienawidzę kolor pink ;p na sobie oczywiście!), który przełamie nasze standardowe nawyki i klimat stylizacji.









buty, naszyjnik - h&m


A wy macie jakiś swój ulubiony dodatek, ciuch, bez którego nie potraficie się obyć? Moim jest bez dwóch zdań czarna ramoneska :D


Bon Jovi-  I'll be there for you ( 3:59min - to dopiero jest ogień :D )





środa, 23 stycznia 2013

Lejnas look

Heyaho!

Inspiracją dzisiejszego ubrania była niejaka kotka, znana moim domownikom jako "Lejna". Pozazdrościłam jej futerka w tak mroźne pogody i przypomniało mi się, że mam podobną kamizelkę w szafie. PODOBNą, bo odwróciłam ją na drugą stronę ,ale kto mówi, że tak nie można ?! Ot 2in1 ;))) Lubię takie mroczne klimaty, trend na ćwieki, futra i skórę przemawia do mnie w 100%! Swoją drogą, mroźna pogoda nie zachęca mnie do ponad planowego wyjścia z domu. Wiosną, czy latem odwrotnie, usiedzieć w domu nie mogę. Jak wszyscy chyba, co?! Najczęściej o poranku myślę: "brrr, szybko wyjść i wrzucić na siebie obojętnie co, byle szypciutko usiąść nad ciepłą, poranną kawusią!". Na szczęście są rzeczy, sytuacje i osoby które pobudzają mnie do tego, by jednak jakoś bardziej sensownie skompletować swoją garderobę. Tak jak tym razem uczyniłam to pod wpływem mojej kotki Lejny. A was co inspiruje zimą? Macie jakieś chwyty na poranną chandrę, bądź na popularne "nie chce mi się" :D ?












Futerko - sh
skórzane spodnie - zara
buty- prezent
zegarek - ny
naszyjnik - cubus
plecionki - nn
shirt - reserved %

Oto i główna bohaterka posta: LEJNA!!!








środa, 9 stycznia 2013

Kolejny raz

Ok. Więc rozpoczęliśmy kolejny rok. I co teraz? Wypadałoby zabrać się za noworoczne postanowienia? Mieszane mam uczucia co do tego typu planów. Bo co jak się nie uda? Czy zmobilizuję się jeszcze? A skoro nie mogę się zabrać za niektóre sprawy, to czy mi naprawdę zależy????? Jak każdy i moje życie pozostawia wiele do życzenia, bo jakże inaczej. Ale w tym roku ustaliłam, że NIE ZAPLANUJę!!! A właśnie!!! Obserwując moje poczynania zauważyłam, że osiągam zawsze to, czego pragnę, na czym mi naprawdę zależy. Pewnie też tak już mieliście: strasznie wam zależało i dawaliście z siebie wszystko, by to osiągnąć. Czy przedtem musieliście to sobie zaplanować? Człowiek jak się uprze, to nic go nie powstrzyma. W czym więc tkwi moc samozaparcia? A może to zwykła świadomość robienia tego...bez przymusu? Ja tak właśnie mam. Jak ktoś coś mi każe, albo czuję presję osiągnięcia tego, to ja dziękuję. No bo jaka frajda z osiągnięcia tego, skoro musieliśmy się "biczować" do sukcesu? Nie lepiej tak po prostu małymi kroczkami do celu? Czy jest sens zmuszania się do diety skoro uwielbiamy jeść (to mój przypadek ;p)  ?! Oczywiście mówię tu o paru dodatkowych kilogramach, nie zaś stanu który zagraża zdrowiu.  Ale odmówić sobie wszystkiego?! NIE! Chcę czuć, że robię sobie frajdę, a nie krzywdę. Mobilizuję więc do nowego podsumowania noworocznej listy przyrzeczeń! Czyńmy to, co rzeczywiście nas uszczęśliwi, do czego dążymy z radością, nie zaś to, do czego sami się...zmuszamy, bo gdzie tu szczęście i satysfakcja :) ? O tym, na czym nam naprawdę zależy, pamiętamy przez cały rok, nawet bez zapisania sobie tego na kartce i bez dodatkowej, noworocznej mobilizacji. Oby tym razem wszystkie pragnienia po prostu się spełniły przed nowym rokiem i obyło się bez presji ;)

W poszukiwaniu nowych inspiracji po raz kolejny "zanurkowałam" w szafie mojego ukochanego. Jak dobrze mieć pod ręką dwie szafy, zamiast tylko swojej ;ppp A zaczęło się wszystko od jego czapki. Uwielbiam ją!




czapka - mojego m
buty - centro
reszta stara


Ciekawy kawałek. Uzdolniona grupa New Look:






poniedziałek, 7 stycznia 2013

Projekt ZIMA

Nawet nie wiem kiedy, ani jak, ani CZEMU?! Przecież było tak milutko i sucho. A jednak stało się: znowu spadł śnieg. Coś czuję, że na długo nie zagości, bo temperatury ulgowe, boję się tylko, że była to dopiero "zapowiedź" prawdziwej zimy. Oby nie zechciała nadrobić swoich strat z grudnia, bo mi już jej starczy ;) Biały puch jednak nie "zasypał" moich jakże ambitnych planów na nowy secik. Mam co nadrabiać przecież...wybaczcie kochani moje zaległości, ale to z powodu "choroby" mojego laptopusia. Na szczęście "doktor brat" już go wyleczył, więc wracam do syberprzestrzeni :D












Spodnie - stradivarius
bluzka - ny %
ramoneska - h&m kids
buty - prezent
rękawiczki - DIY
czapa - allegro ( atmosphere 6zł :))) )


I coś dla tych, którzy nie jedli jeszcze obiadu:




Szaszłyki słodko-ostre:

- 2x piersi z kurczaka
- boczek wędzony lub gotowany (ok 8 grubych plastrów)
- cebula

sos:

- oliwa z oliwek ok. 1/3 szklanki
- ocet balsamiczny - 2 łyżki
- musztarda - 3 łyżki
 - miód - 5 łyżek
- przyprawa do grilla

Przygotować sos mieszając wszystkie składniki. Piersi pokroić w kostkę, cebulę przekroić wzdłuż na 4 części i pooddzielać warstwy, nabijając kolejno: kurczak, cebula, boczek, cebula itd. Każdego szazsłyka polać sosem, pozostawić w lodówce najlepiej na cały dzień. Ja wymieszałam wszystkie składniki w misce z sosem, a potem nabijałam. Szaszłyki można grillować lub piec w piekarniku. Smakują nawet na zimno. Smacznego!




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...